fbpx
Mój hiszpański stan błogosławiony – pierwszy trymestr

Mój hiszpański stan błogosławiony – pierwszy trymestr

Jak sobie poradzić z informacją, że czeka mnie ciąża w Hiszpanii?
CIĄŻA?! Ja tu nie mam jeszcze lekarza rodzinnego, a co dopiero zaufanego ginekologa!

Piszę to kończąc swój 3 trymestr. Przyszedł czas na podsumowanie pierwszego etapu zmian w Moim… pff… Naszym życiu!
A lekarza rodzinnego nie mam do tej pory – tak to już jest na prywatnej służbie zdrowia…

Nieświadomość – 1 miesiąc

Skacze Ta kobieta, która od razu wiedziała, że jest w ciąży!

Na głowie miałam wypad do Polski, połączony z przypilnowaniem remontu łazienki, w mieszkaniu pod wynajem. A najlepiej było by od razu wynająć je póki byliśmy w kraju.

Jeśli już jesteśmy w Polsce, no to spotkanie z rodziną i znajomymi, bo nie widzieliśmy się od pół roku! A na to wszystko tylko nieco ponad tydzień we wrześniu.

Spotkania rodzinne nieco przelotne, grill z przyjaciółmi i piwo (o zgrozo!?) ze znajomymi. Dopięty temat remontu i ustalenie szczegółów z przyszłymi lokatorami. Wszystko się udało! A kiedy wróciliśmy do Hiszpanii okazało się, że okres już z tydzień spóźniony!
Jestem (przynajmniej byłam, bo podobno okres po ciąży wygląda inaczej) z tych, które nie panikują przez pierwsze 3-4 dni opóźnienia, bo z powodu stresu/podróży/ itp. zwykle i tak mi się spóźniał. Ale TYDZIEŃ?!
– M.! Trzeba iść po test do apteki!

A tak na prawdę. Panika. Szok. Przerażenie. Nie Jestem na to Gotowa! Co na to wujek Google!? Tak! Moje wykształcenie w kierunku specjalistycznego wyszukiwania/przeszukiwania Deep Internetu wygrało i pozwoliło ustalić pierwszą kwerendę działania:

  • zakup testu ciążowego
  • zakup witamin i kwasu foliowego
  • znalezienie ginekologa (znającego angielski!) w ramach mojego ubezpieczenia prywatnego
  • wyliczenie możliwego aktualnego tygodnia ciąży i umówienie pierwszej wizyty ginekologicznej na 6-7 tydzień
  • research co mi wolno jeść, a czego nie (aktywna fizycznie nie jestem, więc ten aspekt jakoś mnie nie interesował :P)
  • sprowadzenie książki “Ciężarówką przez 9 miesięcy” Kaz Cooke z Polski

Potwierdzenie – 2 miesiąc

Sikanie na kawałek papierka przyczepionego do plastikowej rączki jest zabawne. Nie sądzicie? Zwłaszcza jeśli w szoku po poznaniu wyniku postanawiasz ten obszczany plastik zachować na pamiątkę.
Ostatecznie trafił do śmieci, ale nie tak od razu. 😉

Dlaczego po teście z apteki nie poleciałam na dniach do ginekologa? Przecież na ubezpieczeniu prywatnym mogę umówić się z dnia na dzień.
Może dla tego, że ogólnie stronie od lekarzy, może potrzebowałam jeszcze odrobinę czasu dla mojej nadszarpniętej psychiki, ale tłumaczyłam to sobie logicznym podejściem. Po 6 tygodniu na USG będzie już coś widać, a nawet będzie można posłuchać serduszka.

I tak było. Ginekolożka (wg. strony kliniki posługująca się angielskich – faktycznie jej mama uczy angielskiego, a ona sobie bardziej chyba wmawia, że ten język potrafi) potwierdziła ciąże. W trakcie USG usłyszeliśmy bardzo szybkie bicie serca, a w środku na czarnym tle jawiła się fasolka i bąbelek zapowiadający łożysko.
M. myślał, że ten bąbelek to płód – pierwsza pomyłka przyszłego tatuśka.

Dostaliśmy orientacyjne informacje odnośnie przebiegu badań w ciąży, zalecenia dotyczące witamin i zmiany diety (dokładnie 4 kartki A4 do przetłumaczenia sobie w domu). Sprawdzili mi ciśnienie, zważyli (jakim cudem po tygodniu w Polsce zdołałam przytyć 3 kilo!) i kazali przyjść za 2 tygodnie.

Kolejna wizyta ponownie potwierdziła, że coś mi w podbrzuszu rośnie. Fasolka była już świetnie widoczna na zdjęciu i nie dało się jej pomylić z bąbelkiem – łożyskiem. Dalszy przebieg badań ciąży dopiero za miesiąc, ale za to z badaniem krwi na czczo.

Postanowiliśmy, że przyszedł czas podzielić się informacją z przyszłymi dziadkami i naszym rodzeństwem, ale zabroniliśmy przekazywać informacji dalej.

Wyrzeczenia i mdłości – 2 miesiąc

Siedzenie nad tłumaczeniem zaleceń dietetycznych w domu przyniosło same korzyści. Podłapałam nowe słówka i na mózg siadło mi czytanie wszystkich składników na wszystkich produktach spożywczych dostępnych w sklepach. A jak pisze, że na wszystkich, to na wszystkich. Wiecie, że lody są na niepasteryzowanym mleku/śmietanie! 😀
Na szczęście szybko się w czytaniu etykiet wyrobiłam, choć do tej pory przykro mi jak podchodzę do nabiału i mam taki mały wybór produktów niepasteryzowanych. O serach pleśniowych czy kozich nie wspominając. Albo kiedy mijam ladę z owocami morza i jamónem. Mieszkam w Hiszpanii, a z początku ciąży myślałam, że będę mogła jeść tylko bagietę z pomidorem.
Ostatecznie okazało się, że nie jest tak źle, a mój organizm i tak odmawia jedzenia większości z tych przysmaków. Po prostu straciłam na nie ochotę. A hiszpańskie mięsa (i czipsy) do tego strasznie zaczęły śmierdzieć…

Ogólnie z diety mięsno – cukrowo – czekoladowej przerzuciłam się na owocowo – czekoladową. I zaczęłam tracić na wadze! W pierwszym trymestrze straciłam 5 kilo.
W wypadku mdłości miałam przypisany specyfik, który “wyrównuje poziom hormonów”. Jasne, że obeszłabym się bez niego, ale czasami po prostu masz już dość walki ze swoim organizmem. Zużyłam 1/4 małego opakowania tego specyfiku (mdłości przestały mnie nachodzić w 14 tygodniu).

Nie używam nazwy “porannych mdłości”, bo ja je miewałam codziennie między 13:00, a 18:00. Idealnie na sjestę o ile zjadłam bardzo wczesny obiad. 🙂

Z innych ciążowych przywar przytrafiły się: ogólnie większa senność w ciągu dnia, nadwrażliwe brodawki i częstsze sikanie.

Informacje z polski – 3 miesiąc

Nie ukrywam, że mój hiszpański nie jest wybitny. Dogadanie się z ginekolog bez wsparcia partnera było by ciężkie, a partner poziom języka hiszpańskiego ma podobny do mnie. 🙂
Stąd czerpanie wiedzy o ciąży:

  • od polskich znajomych (jakimś dziwnym trafem wszyscy znajomi rodzą/rodzili na przełomie lat 2017/2018/2019 – czy to przez 30-tkę na karku?),
  • z polskiego internetu (np. blog mamaginekolog.pl + tłumaczenia stron hiszpańskich, bo w końcu to tutaj będę rodzić i wychowywać)
  • i sprowadzenie literatury po polsku. Mówię tu o jednej książce Kaz Cooke, która była i jest dla mnie najłatwiej przyswajalną formą wiedzy o ciąży.

Co tydzień z partnerem sprawdzaliśmy w książce jak duża jest już nasza fasola (każdy “rozdziałotydzień” ciąży ma narysowaną linijkę).

USG 12 tygodnia – 3 miesiąc

Przyszedł czas na badanie krwi i moczu. Wspominałam, że całe życie stronię od lekarzy i placówek medycznych? Tak? No to przyznam się, że przed tym badaniem miałam w życiu tylko jedno – w okolicach 18 lat. Potrzebowałam wtedy jakiegoś skierowania od pediatry, a ten zauważył w moich skąpych medycznych papierach, że nigdy nie miałam badania krwi (grupę krwi znam od urodzenia). I wysłał mnie profilaktycznie.
Tamto badanie skończyło się mdleniem i przebudzeniem na kozetce, a to ciążowe – 4-krotnym wychodzeniem z zatłoczonego metra jednej linii, żeby posiedzieć przez chwile na stacji czekając na kolejny (5 przystanków do przejechania).
Nie widać brzucha, więc nie ma podstaw do zwolnienia miejsca w metrze jeszcze.

A wyniki? I tu i tam książkowe. To po prostu żniwo zebrał “syndrom białego fartucha” i strach przed igłą (dlatego kolczyki zrobiłam sobie dopiero na 28 urodziny 😉 ).

Byłam przerażona. Przerażona, ze muszę iść na badanie krwi i po tylu latach nie wiadomo co tam wykryją (dlatego innym zalecam regularność w tym aspekcie). Przerażona USG w 12 tygodniu, bo według wszystkich źródeł to badanie jest najważniejsze – informuje o możliwości wystąpienia problemów genetycznych.
Tak byłam przerażona, że jadąc na badanie i widząc, że będziemy na styk wybuchłam gniewem, że się spóźnimy.
Kto by się tam w Hiszpanii przejmował minutowym spóźnieniem? No tylko ja!
Ach te zmiany nastroju…

A wyniki? Ponad 12% mniejsza możliwość wag genetycznych niż statystycznie u kobiet w moim wieku i ponad 30% mniejsza ogólnie. Od tego momentu byłam już zadowolona z mojego organizmu, który kondycję sportową stracił jakoś razem z ukończeniem podstawówki…

No i przy okazji – nasze dziecko przestało przypominać fasolkę…

[ciąg dalszy nastąpi… / continuará…]

Czy wiesz, że…
W Hiszpanii USG w 12 tygodniu jest o tyle ważne, że to po nim kobiety podejmują ostateczną decyzję o ewentualnej aborcji. Aborcja na życzenie jest w Hiszpanii dozwolona do 14 tygodnia ciąży włącznie. I mogą o niej zdecydować samodzielnie już 16-latki.

Ustawa pozwala też na aborcję do 22 tygodnia ciąży jeżeli zagrożone jest życie matki lub płodu.

4 odpowiedzi na “Mój hiszpański stan błogosławiony – pierwszy trymestr”

  1. Hej, gratulacje! 🙂 I powodzenia w dalszych działaniach 🙂 Ja również w ciąży i planuję rodzić w ES – czy masz prywatną opiekę med? Poleciłabyś jakąś firmę, w której w ramach pakietu jest prowadzenie ciąży?

    1. Hey, Hey, Dziękuję i również Gratuluję!
      Osobiście polecam prywatną służbę zdrowia. Ja mam wykupioną w Adeslas i opłacaną w ramach pracy partnera (on ma za darmo, a za mnie płaci ok. 35 euro miesięcznie i to jest z dopłatami tylko u dentysty). Jedna z tych ofert nie do odrzucenia. 😀
      W Madrycie widzę, że większość ma Adeslas albo Sanitas, ale tak naprawdę sprawdziłabym z jakimi ubezpieczalniami współpracują lokalne dla Ciebie prywatne szpitale, kliniki i przechodnie. Koniecznie też szpital w którym planujesz rodzić i dopiero na tej podstawie podjęła decyzję i przeglądała ich oferty. W różnych autonomiach może być różnie, ale trzeba się liczyć z opłatą ok. 50 euro miesięcznie. To jest jednak nic jeśli 1 USG prywatne poza ubezpieczeniem może kosztować nawet 200 euro. :F

      1. Dzięki piękne za odpowiedź! Masz rację z tymi cenami, że nie jest źle, ja teraz w PL zostawiłam 600 zł za wizytę z USG, więc 50 euro miesięcznie wydam 😀 Do tej pory byłam parę razy w “państwowym” Centro de Salud, i może sam standard przychodni jak w Polsce 20 lat temu, ale ludzie fantastyczni, fachowi i pomocni, więc gdybyście musieli państwowo, to śmiało można iść 😉 pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Znalazłeś coś przydatnego? Skomentuj i podziel się z innymi. :)