Poniedziałkowe zalewanie kuchni

Hiszpański fachowiec kontra zalewanie kuchni

Pisząc to mam za plecami Pana Hydraulika, który tłucze ściany z kafelkami w naszej mikroskopijnej kuchni hiszpańskiej.

Hiszpański fachowiec kontra zalewanie kuchni

Zaczęło się niepozornie – dzwonkiem do drzwi. W wejściu zastałam właścicielkę z „el fontanero”. Chciałam powiedzieć, że z toaletą już wszystko w porządku, bo faktycznie wcześniej zgłaszałam, że mamy dziwny poziom wody w muszli, ale to jakoś samoistnie minęło. Nie zawracałam, wiec dalej tym głowy właścicielce. Znając jednak prędkość reakcji na awarię w Hiszpanii byłam pewna, że to o toaletę chodzi.

Nie ukrywajmy, mój hiszpański jest na niskim poziomie i nie wiedziałam o co im chodzi. Kierując „gości” do toalety, okazało się, że chcą do kuchni. Na migi i z pojedynczymi słówkami wyszło na jaw, że chodzi o zalewanie kuchni. A dokładnie, że nas zalewają. Fajnie dowiedzieć się tego od kogoś z poza mieszkania, nie?

W kuchni, w koncie sufitu faktycznie ściana mogła wyglądać na nieco mokrą. Pewnie bym tego zalania nawet nie zauważyła. Przynajmniej póki nie zaczęło by kapać.

Przyszła sąsiadka z góry – prawdopodobna sprawczyni i dyskusja się rozpoczęła. Ja chcą ogarnąć sobie plany na dziś chciałam tylko wiedzieć ile to może zająć. „2 minuty” tak powiedział „el fontanero”. Chodziło mu chyba o  pierwszą dziurę tylko, bo już ma drugą, znacznie większą za dolnymi szafkami i siedzi u mnie od godziny. Hiszpańskie 2 minuty. 🙂

Okazało się, że problem dotyczy całego pionu – nie wiem dlaczego akurat u mnie się będą do niego dobierać. I wiecie co mnie najbardziej martwi w tej sytuacji? Czy dobrze załatają te dziury. Tyle starań, żeby zabezpieczyć wszystkie otwory przez które mogą powłazić karaluszki. Pozostaje czekać na efekt prac fachowca.

Swoją drogą mamy jakieś szczęście do dziur w ścianach w tym roku…

Może zainteresuje Cie też

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.